8 września 1514 roku pod Orszą, na wschodnich rubieżach Europy, rozegrała się jedna z najważniejszych bitew w dziejach regionu. Polacy, Litwini i Rusini (dzisiejsi Ukraińcy i Białorusini), zjednoczeni w ramach Rzeczypospolitej Jagiellonów, stanęli ramię w ramię przeciwko rosyjskiemu imperializmowi, który chciał opanować Smoleńsk i otworzyć sobie drogę do dalszej ekspansji na Zachód.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

To starcie nie było zwykłą wojną o terytorium. Była to bitwa o granice cywilizacji — o to, czy Europa pozostanie bezpieczna, czy też zostanie zalana falą euroazjatyckiego barbarzyństwa.


Geniusz Ostrogskiego i siła wspólnoty

Dowódcą wojsk Rzeczypospolitej był Konstanty Ostrogski, magnat z Wołynia, prawosławny hetman, który doskonale rozumiał, że jedność narodów jest kluczem do przetrwania.
Dysponując mniejszymi siłami — około 35 tysięcy żołnierzy przeciwko nawet 80 tysiącom Moskali — zastosował sprytne manewry, wciągnął przeciwnika w zasadzkę, a następnie rozbił go dzięki zdecydowanemu atakowi husarii i piechoty wspieranej artylerią.

Efekt był miażdżący. Armia moskiewska została zniszczona, a jej plany podboju Europy — odłożone na lata. Zwycięstwo to udowodniło, że gdy narody Rzeczypospolitej walczą razem, są w stanie zatrzymać nawet potężniejszego wroga.


Wspólna obrona wartości

Bitwa pod Orszą była czymś więcej niż militarnym triumfem.
Pokazała, że wspólnota narodów — Polaków, Ukraińców, Białorusinów i Litwinów — może stać się tarczą Europy.
To właśnie ta jedność ochroniła wschodnie rubieże kontynentu przed nawałą, która groziła zniszczeniem i zniewoleniem.

Historia uczy nas, że rosyjski imperializm nigdy nie zatrzymuje się sam. Powstrzymać go można tylko wtedy, gdy narody Europy stoją razem, solidarnie, broniąc wspólnych wartości i wolności.


Lekcja dla współczesności

Dziś, gdy Ukraina ponownie staje na pierwszej linii frontu w wojnie z Rosją, bitwa pod Orszą nabiera nowego, symbolicznego znaczenia.
W XVI wieku zwycięstwo możliwe było dzięki wspólnemu wysiłkowi narodów Rzeczypospolitej.
Dziś podobna jedność jest niezbędna, by powstrzymać kolejną falę agresji ze Wschodu.

Historia powtarza się. Wtedy broniła nas husaria i piechota Ostrogskiego. Dziś bronią nas ukraińscy żołnierze — i cała Europa powinna ich wspierać.

Bo jeśli Zachód zawaha się w swojej solidarności, barbarzyńskie hordy znów mogą stanąć u bram Europy.

Włodzimierz Iszczuk