231 lat temu, w kwietniowy poranek 1794 roku, warszawskie ulice rozbrzmiały okrzykami „Bij Moskala!” i „Za wolność naszą i waszą!”. Pod stolicą ruszyła lawina, której nie zatrzymały ani bagnety carskiej armii, ani zdrada elit. Warszawa, miasto królów i rzemieślników, porwała się do powstańczego szturmu, by raz jeszcze upomnieć się o godność, wolność i niepodległość.

17 kwietnia 1794 r. narodziła się Warszawa niepokorna. Stolica, rozgrzana gniewem po upadku Konstytucji 3 Maja i zdradzie Targowicy, powstała przeciw rosyjskiemu okupantowi. Mieszkańcy — mieszczanie, rzemieślnicy i plebejusze — chwycili za broń i w ciągu zaledwie dwóch dni przepędzili z miasta moskiewskie garnizony, zadając im dotkliwe straty. Na czele tego ludowego zrywu stanął człowiek, który na co dzień szył buty, a w dniu próby okazał się bohaterem: Jan Kiliński, szewc i radny miejski.

Trudno o bardziej bolesny moment w dziejach Rzeczypospolitej niż lata tuż przed wybuchem insurekcji. Po klęsce w wojnie z Rosją w 1792 roku upadły nadzieje, które rozbudziła Konstytucja 3 Maja — pierwszy w Europie akt nowoczesnego państwa. Moskwa wciągnęła Polskę w polityczną otchłań, pociągając za sobą zdradę elit i hańbę króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który złożył hołd Targowicy — zgrai magnackich spiskowców, służących obcym dworom.

Król, który jeszcze niedawno przysięgał wierność Konstytucji, podpisał akt poddaństwa. Za jego przykładem województwa, ziemie i szlachta przechodziły na stronę zdrajców. Tak właśnie wyglądał „powrót do wolności” pod patronatem Katarzyny II, carskiej imperatorowej, która w nagrodę zagarnęła dla Rosji niemal ćwierć miliona kilometrów kwadratowych polskich ziem. Prusy wzięły kolejny kawał terytorium — tym razem milion ludzi dostało się pod berło Fryderyka Wilhelma II. Rzeczpospolita została zdegradowana do kadłubka na mapie Europy.

Ale to Warszawa — pulsujące serce kraju — była najbardziej upokorzona. Po wkroczeniu rosyjskich wojsk w lipcu 1792 r. i objęciu rządów przez sprzedajne stronnictwo targowickie, miasto pogrążyło się w biedzie i chaosie. Upadały manufaktury, robotnicy tracili pracę, w kasie państwa ziejąca pustka, a bankructwo Teppera — symbol upadku stolicy — pogrzebało resztki złudzeń.

Na domiar złego, gdy resztki honoru zasypywał kurz rozbiorowego Sejmu w Grodnie, Rosjanie pokazali swoją bezczelną twarz. Tych, którzy choćby milcząco odmawiali posłuszeństwa Moskwie, po prostu siłą wyrzucano z sali obrad. Polacy stali się gośćmi we własnym kraju, zakładnikami cudzych interesów, bez prawa głosu i bez prawa do przyszłości.

Ale Warszawa nie chciała być niewolnikiem. Gdy wieści o zwycięstwie Tadeusza Kościuszki pod Racławicami dotarły do miasta, serca mieszkańców zabiły mocniej. Lud Warszawy, od rzemieślnika po żołnierza, od ucznia po wdowę, przygotowywał się w tajemnicy do walki. Broń czekała w Arsenale, konspiracja rosła, a atmosfera gęstniała jak przed burzą. Krążyły plotki, że Rosjanie planują otoczyć kościoły w Wielkanoc i wymordować ludność zgromadzoną na nabożeństwach.

To przyspieszyło decyzję. Miasto postanowiło nie czekać, aż zbrodnia się dokona. 17 kwietnia 1794 roku warszawiacy ruszyli do szturmu. Na czele powstańców stanął nie generał, nie magnat, ale zwykły szewc — Jan Kiliński, człowiek z ludu, który symbolicznie stał się twarzą powstańczej Warszawy.

Powstanie w Warszawie było nie tylko desperackim zrywem, ale i aktem wielkiej odwagi. Mieszkańcy, pozbawieni złudzeń i zdradzeni przez własne elity, pokazali światu, że naród może żyć bez króla, ale nie bez wolności.

To wtedy właśnie narodziła się nowoczesna Polska — w duchu republikańskim, obywatelskim, dumnym. Kiedy szewc, radny i patriota Jan Kiliński poprowadził tłum przez warszawskie ulice, historia postawiła zwykłych ludzi w szeregu bohaterów. Rosjanie zostali wyparci, choć ich armaty miały przemawiać długo jeszcze.

Ale 17 kwietnia 1794 roku Warszawa udowodniła, że duch narodu jest silniejszy niż carskie bagnety.

Pamięć-Historyczna.net