1 sierpnia 1944 roku patrioci Rzeczypospolitej chwycili za broń, by wyzwolić Stolicę spod jarzma brutalnej, nazistowskiej okupacji. Była to decyzja, która wstrząsnęła sumieniem świata. W samym sercu Europy, w cieniu dwóch totalitaryzmów, Warszawa podjęła samotną walkę – nie tylko z niemieckim okupantem, lecz także z bezduszną kalkulacją światowych mocarstw. Polacy nie czekali na rozkazy wielkich tego świata. Wyszli na ulice z bronią w ręku, by upomnieć się o swój głos w powojennym ładzie – o godność, którą próbowano pogrzebać w politycznych gabinetach, i o prawo do niepodległości, które miało zostać oddane w ręce Stalina.
Ten heroiczny zryw, który miał odmienić los Polski, został jednak utopiony we krwi. Nie tylko przez niemieckiego okupanta, ale także – a może przede wszystkim – z powodu cynicznej i wyrachowanej bezczynności Stalina, który świadomie zatrzymał ofensywę Armii Czerwonej u bram Warszawy, pozwalając miastu konać w ogniu.
Historia Powstania Warszawskiego to nie tylko dramatyczny rozdział naszej walki o niepodległość. To także przerażające świadectwo, jak dwa zbrodnicze totalitaryzmy – niemiecki hitleryzm i rosyjski bolszewizm – potrafiły połączyć siły w jednym: w zadawaniu śmierci duchowi wolnej Polski.
SOJUSZ DIABŁÓW – JESZCZE ZANIM PADŁ PIERWSZY STRZAŁ
To nie przypadek, że Powstanie wybuchło dokładnie pięć lat po podpisaniu haniebnego paktu Ribbentrop-Mołotow. W 1939 roku niemiecka swastyka i sowiecki sierp z młotem rozszarpały Polskę, dzieląc ją jak łup wojenny. To nie był taktyczny układ – to był świadomy plan unicestwienia polskiej państwowości, historii i tożsamości.
Nawet gdy w 1941 roku III Rzesza i ZSRR stanęły wobec siebie w otwartej wojnie, ich wspólny interes – zniszczenie wolnej Polski – pozostał nienaruszony. Stalin nie potrzebował w Warszawie wolnych Polaków, lecz marionetek. Nie chciał bohaterskiego narodu – chciał podporządkowanej republiki, wchłoniętej przez imperium zła.
Dlatego, gdy Polacy stanęli do walki, Sowieci zatrzymali się po drugiej stronie Wisły. Czekali. Patrzyli. I milczeli, gdy Warszawa płonęła.
STALIN – CICHY WSPÓLNIK NIEMIECKIEJ RZEZI
Decyzja o zatrzymaniu ofensywy Armii Czerwonej była świadomym aktem cynizmu. Stalin celowo wstrzymał ofensywę Armii Czerwonej, stając pośrednio po stronie Hitlera. Patrzył z drugiego brzegu Wisły, jak Niemcy systematycznie mordują polską ludność cywilną i żołnierzy Armii Krajowej.
Z premedytacją – i z pełną świadomością konsekwencji.
Decyzja o wstrzymaniu ofensywy była w pełni świadoma. Stalin nie zamierzał ratować Warszawy. Jej upadek – pod ciosami niemieckich wojsk – był mu na rękę. To Niemcy mieli rozwiązać „polski problem” za niego. Nie musiał walczyć z Armią Krajową – wystarczyło, że zrobią to esesmani, kolaboranci i ogień.
Symbolicznym gestem była odmowa udostępnienia alianckim samolotom sowieckich lotnisk. Brytyjskie i amerykańskie maszyny z pomocą humanitarną musiały wracać bezpieczną drogą przez front, bo Moskwa nie zgodziła się na lądowanie. Stalin nie chciał nawet pozorów współpracy. Jego milczenie było zgodą – przemyślaną i zimną.
To, co wydarzyło się wtedy w Warszawie, nie było wyłącznie efektem niemieckiego bestialstwa. Rzeź stolicy dokonywała się przy biernej obserwacji ze wschodniego brzegu Wisły – i przy bezpośrednim udziale zbrodniczych formacji, które wyrosły na sowieckim gruncie.
RZEŹ WOLI – ROSYJSKIE DEMONY W NIEMIECKIEJ SŁUŻBIE
Najbardziej wstrząsającym symbolem tej zbrodniczej obojętności była Rzeź Woli. W ciągu kilku dni Niemcy, wspierani przez kolaboracyjne oddziały, wymordowali dziesiątki tysięcy cywilów. Wśród oprawców szczególną rolę odegrały jednostki RONA – sformowane z sowieckich dezerterów, wcielone do SS. To rosyjscy kryminaliści i renegaci – gwałcili, palili żywcem całe rodziny, urządzali rzeź, która zszokowała nawet część niemieckiego dowództwa.
Z drugiego brzegu Wisły sowieckie dowództwo przyglądało się tej eksterminacji bez ruchu. Stalin celowo pozostawił Warszawę bez pomocy, licząc, że niemiecki terror rozwiąże za niego problem niepokornych Polaków.
JEDEN CEL – ZNISZCZYĆ POLSKĘ
Hitler i Stalin różnili się w metodach, ale nie w celach. Pierwszy chciał zgermanizować Polskę, drugi – zsowietyzować i zrusyfikować. Ostateczny efekt był jednak identyczny: unicestwienie elity, duchowieństwa, inteligencji i młodzieży, która miała odwagę marzyć o wolności.
Choć militarnie osamotnione i brutalnie stłumione, Powstanie Warszawskie odniosło zwycięstwo moralne. Stało się nieśmiertelnym świadectwem, że Polska nie klęka przed tyranią. Nawet w samotności. Nawet wśród ruin. Nawet wtedy, gdy świat odwraca wzrok.
MIĘDZY BERLINEM A MOSKWĄ – WSPÓLNOTA ŚMIERCI
Powstanie przypomina nam jeszcze jedną, gorzką prawdę: między Moskwą a Berlinem bywało więcej współpracy niż wrogości – szczególnie, gdy chodziło o eksterminację Polaków. Od 1939 do 1944 roku naziści i bolszewicy – mimo pozorów walki – konsekwentnie współtworzyli system niszczenia polskiego ducha.
Dziś Niemcy – choć nie bez kontrowersji – oficjalnie odcięli się od dziedzictwa III Rzeszy, uznając zbrodnie nazistów i podejmując trud historycznego rachunku sumienia. Tymczasem Rosja kroczy drogą odwrotną. Ponad 60 procent Rosjan otwarcie gloryfikuje Stalina – kata narodów, zbrodniarza odpowiedzialnego za głód, terror i ludobójstwo. Czczeni są funkcjonariusze NKWD, rehabilitowani są oprawcy bolszewickiego imperium. Zamiast skruchy – duma. Zamiast refleksji – powrót do retoryki przemocy.
W takim świecie pamięć o Powstaniu Warszawskim jest nie tylko hołdem dla bohaterów – to także ostrzeżenie. Historia nie umarła. Wciąż oddycha. I – jeśli zawiedzie pamięć – może znów podnieść głowę.
Pamiętajmy. Bo zapomnienie to pierwszy krok do powtórki historii.
Włodzimierz Iszczuk

