Przedstawiamy naszym czytelnikom tekst anonimowej Angielki, która w XIX wieku odwiedziła Imperium Romanowów i opublikowała w USA swoje wrażenia z pobytu w Rosji.
Świat rzadko miał okazję oglądać Rosję taką, jaka była naprawdę – bez carskiej propagandy, bez pozłotki kremlowskich pałaców, bez imperialnych mitów. A jednak w 1855 roku jedna Brytyjka, podróżniczka i uważna obserwatorka, opisała swoje wrażenia z pobytu w imperium Romanowów. Jej relacja to wstrząsający obraz państwa opartego na kłamstwie, przemocy i zniewoleniu – obrazu, który aż nazbyt przypomina dzisiejszą Rosję Putina.
Szkoła niewolników – edukacja pod butem caratu
Pierwszym ciosem, jaki uderzył wrażliwą obserwatorkę, był system edukacji – całkowicie podporządkowany władzy państwa.
„Inspektorzy mają niewiarygodną władzę nad dorastającym pokoleniem i, rzecz jasna, pilnują, aby otrzymało ono tylko taki zasób wiedzy historycznej, jaki został zatwierdzony przez rząd: historia, w której tylko imiona carów i daty mogą być uważane za autentyczne. Reszta to raczej literacki tekst, napisany dla wychwalania Rosji”.
Posłuszeństwo ważniejsze niż talent
W tej „historii” każdy car był niemal świętym, każdy sukces – triumfem geniuszu władcy. Geografia i statystyka dowodziły jedynie niezmierzonych bogactw imperium, a wszystkie inne państwa jawiły się jako mizerne i pozbawione znaczenia.
„Lekcje prawa Bożego prowadzą duchowni. Według relacji byłych uczniów, największe wysiłki wkładają oni w wychwalanie władzy carskiej i wychowanie w posłuszeństwie wobec tronu”.
Nie liczyły się talenty, nie liczyła się odwaga intelektualna – tylko bezwzględna lojalność.
„Podporządkowanie i posłuszeństwo – a raczej uniżoność i służalczość – to te cechy, które władze cenią bardziej niż jakikolwiek talent”.
Chłopi jak bydło, bez nazwisk i wieku
Rosja połowy XIX wieku jawi się w tej relacji jako imperium panów i niewolników. Szkoły, które państwo zakładało, nigdy nie były przeznaczone dla chłopów. Ci, pozbawieni nazwisk, żyli jak bydło.
„Wielu chłopów nie ma nawet nazwisk: podobnie jak psy, znają tylko swoje imiona. Dziewięciu na dziesięciu chłopów nie jest w stanie podać swojego wieku”.
Jeden z „oświeconych” właścicieli ziemskich chwalił się, że wśród czterech tysięcy poddanych otworzył szkołę… dla ośmiu chłopców. Uczyli się oni na podstawie przypadkowych ksiąg – jak łacińskiego katalogu roślin, którego słowa musieli wkuwać na pamięć.
Arystokracja w kajdanach lojalności
Była to więc edukacja nie dla emancypacji, lecz dla dalszego zniewolenia.
„Cały system edukacji w Rosji został ukształtowany w taki sposób, by wykorzenić z serc młodzieży poczucie niezależności, aby bez sprzeciwu poddała się despotycznemu rządowi, pod którego władzą miała nieszczęście się urodzić. Ich umysły formuje się według jednego wzoru – jak ustawia się żołnierzy na paradzie – a całą ich energię kieruje się tylko na to, by przyczyniali się do wzmocnienia władzy carskiej i umocnienia kajdan, którymi spętany jest ich kraj”.
Rosja nie znała pojęcia wielkości jednostki – wszystko przypisywano carowi. Nawet tragiczne doświadczenia wojny przekształcano w kult władcy. Autorka przytacza historię młodej arystokratki, która zamiast opłakiwać brata poległego w wojnie z Turcją, radowała się, że oddał życie za imperatora. Zostało to nagrodzone bogatym posagiem.
Najsurowszą karą dla szlachcica nie była śmierć czy wygnanie – lecz zakaz bywania w Petersburgu, czyli odcięcie od dworskiej łaski i kontaktu z carem.
Urzędnicy i armia – system korupcji i głodu
„Najbardziej pogardzaną klasą w Rosji – bez wątpienia – są urzędnicy. Znani są ze swej nieuczciwości, serwilizmu i chciwości. Wszyscy biorą łapówki, bo pensje większości są tak niskie, że inaczej musieliby żyć w nędzy”.
Korupcja toczyła też armię. O ile bogaci oficerowie mogli żyć dostatnio, większość oficerów rabowała własnych żołnierzy, skazując ich na głód.
„Iluż to wspaniałych obiadów, wydanych przez pułkowników, zostało opłaconych głodem ich żołnierzy?!”.
Sama autorka widziała wartowników w Petersburgu, którzy błagali przechodniów o kilka kopiejek na chleb.
Propaganda wojny krymskiej: Anglicy to „świnie i psy”
Relacja Brytyjki przypadła na czas wojny krymskiej, kiedy antyzachodnia propaganda zatruwała całą Rosję.
„Kiedy rozpoczęła się wojna krymska, Rosjanie zaczęli nazywać Anglików wyłącznie świniami i psami – słyszałam to nawet od dam wysokiego rodu i doskonałego wykształcenia”.
Propaganda caratu obiecywała szybkie zwycięstwo, rozpad angielsko-francuskiego sojuszu, a nawet interwencję USA po stronie Rosji. Petersburg plotkował o amerykańskiej eskadrze, która rzekomo już płynęła na Bałtyk, by walczyć z aliantami.
Autorka konkludowała z gorzką ironią:
„Rząd zrobił wszystko, by rozniecić w narodzie wściekłość i fanatyzm”.
Mit wielkości i kult cara zamiast prawdy
Na każdym kroku widać było propagandowe złudzenia: wszystkie zwycięstwa przypisywano carowi, wszelką chwałę – imperium, a społeczeństwo miało obowiązek wierzyć, że świat poza Rosją jest lichy, słaby i gorszy.
Nienawiść do cudzoziemców i strach przed Zachodem
Niechęć wobec obcych, zwłaszcza Europejczyków, była wszechobecna. Autorka zauważyła, że obcy są podejrzewani o wszelkie zbrodnie i traktowani jak heretycy.
Dziedzictwo niewolnictwa: naród ilotów
Na koniec Brytyjka podsumowała swoje obserwacje słowami, które brzmią jak oskarżenie nie tylko wobec carskiego imperium, ale i wobec dzisiejszej Rosji:
„Stulecia niewolnictwa i ucisku są w stanie dodać do charakteru każdego narodu grubiaństwo, podstęp i moralną tchórzliwość ilotów”.
Echo historii
Relacja z 1855 roku to nie tylko świadectwo obcego spojrzenia na imperium Romanowów. To ostrzeżenie. Opis kraju, gdzie edukacja była narzędziem kłamstwa, społeczeństwo żyło w strachu i korupcji, a propaganda zamieniała niewolnictwo w cnotę, brzmi dziś aż nazbyt znajomo.
Carat upadł, ale duch tej „imperialnej Rosji” przetrwał – i nadal zagraża światu.
Pamięć-Historyczna.net


