Wielka Smuta (koniec XVI – początek XVII wieku) to jeden z najciemniejszych i najbardziej dramatycznych okresów w historii Rosji. Tradycyjna historiografia przedstawia Dymitra Samozwańca jako uzurpatora i samozwańczego pretendenta do tronu. Istnieje jednak alternatywna wersja wydarzeń, która diametralnie zmienia sposób patrzenia na tamten czas: człowiek znany jako Dymitr Samozwaniec mógł być prawdziwym carewiczem Dymitrem – spadkobiercą moskiewskiego tronu, potajemnie przetransportowanym do Polski i ocalonym od śmierci.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Pamięć-Historyczna.net

Hipoteza ta nie opiera się wyłącznie na spekulacjach, lecz znajduje potwierdzenie w źródłach. Współcześni tamtym wydarzeniom, tacy jak holenderski kupiec Isaac Massa, wierzyli w autentyczność Dymitra. W XIX i XX wieku jej zwolennikami byli wybitni historycy – A. S. Suworin, K. N. Bestużew-Riumin i N. Kostomarow, który pisał: „Łatwiej było ocalić niż podrobić Dymitra.”

Zachowanie Dymitra Samozwańca samo w sobie podważa oficjalną wersję rosyjskiej historii. Posiadał umiejętności właściwe prawdziwemu księciu: był znakomitym jeźdźcem, władał wszelkimi rodzajami broni, odważnie konfrontował się z królem Polski Zygmuntem III Wazą i nie obawiał się demaskacji w Rzeczypospolitej. Ułaskawił nawet Wasyla Szujskiego, wiedząc o jego powiązaniach z tragedią w Ugliczu. Publiczne uznanie go przez byłą carową oraz brak darowizn pogrzebowych ze strony matki są przez badaczy interpretowane jako mocne dowody na to, że carewicz rzeczywiście został ocalony. To właśnie matka rozpoznała w nim swojego syna – argument kluczowy i trudny do obalenia.

Prawdziwy Dymitr mógł zostać potajemnie przewieziony przez Aleksandra Nagiego do Jarosławia lub Polski, gdzie wychowywali go jezuici. Na jego miejsce podstawiono chłopca udającego ataki epilepsji, a informacje o chorobie prawdziwego carewicza mogły zostać sfabrykowane, by ukryć prawdę. Nawet zachodnie źródła, takie jak Dionizy Petavius, wspominają Dymitra Samozwańca jako legalnego władcę, przyjaznego Europie – a zwłaszcza Rzeczypospolitej – co dodatkowo potwierdza wyjątkowość jego postawy i rodzi pytania o to, dlaczego został zniszczony.

Dymitr Samozwaniec I (1605–1606) zapowiedział pokojowe panowanie, zniósł karę śmierci i ogłosił amnestię dla swoich przeciwników. Planując wyprawę przeciwko Tatarom krymskim, szukał sojuszników wśród europejskich monarchów, lecz odmówił poselstwu Zygmunta III Wazy przekazania ziem smoleńskiej i siewierskiej w zamian za pomoc. Ożenił się z Polką – Maryną Mniszchówną, córką wojewody sandomierskiego – która przybyła do Moskwy z rozbudowanym orszakiem i została uznana za carową. Rosyjscy bojarzy wzniecili jednak antypolskie powstanie, podczas którego Dymitr Samozwaniec I i około dwóch tysięcy jego zwolenników – głównie Polaków – zostali brutalnie zamordowani, a wojewoda Mniszech z córką internowani poza Moskwę.

Znaczenie Dymitra Samozwańca wykracza jednak daleko poza jego osobę. Okres ten był momentem przełomowym dla cywilizacyjnego wyboru Moskwy. Starcie między łacińską europeizacją a turańską orientacją zadecydowało o losach państwa na całe wieki. Tragedią było to, że europeizacja nie powiodła się – Moskwa pozostała w sferze „turańskiego świata”, ukształtowanego jeszcze za czasów Złotej Ordy. Kłamstwo o Dymitrze Samozwańcu stało się jednym z fundamentów imperialnego mitu Kremla, podobnie jak późniejsze wychwalenie Aleksandra Newskiego – symbolu „euroazjatyckiego wyboru”, który klękał przed chanem Złotej Ordy, a jednocześnie walczył przeciwko rycerzom chrześcijańskiej Europy. Te mity legitymizowały turańską drogę Moskwy i na trwałe odgradzały ją od cywilizacyjnych norm Zachodu.

Nie sposób jednak zapominać, że rosyjskie źródła historyczne same w sobie są skażone kłamstwem. Powszechnie wiadomo, że Rosjanie od wieków fałszują historię, tworząc własne mity, by usprawiedliwić imperialne ambicje i barbarzyńskie czyny. Ich kroniki zbudowane są na propagandzie i manipulacji – dlatego nie sposób opowiadać historii Moskwy, opierając się na rosyjskich przekazach. Trzeba je traktować nie jako świadectwo prawdy, lecz jako dowód systemowego zakłamania całej tradycji państwowej, której fundamentem jest oszustwo.

Z tego punktu widzenia dzieje Dymitra to nie tylko mit o samozwańcu, lecz prawdopodobnie prawdziwa opowieść o ocalonym spadkobiercy, który powrócił, by cywilizować i reformować swoje państwo – a którego los i prawda historyczna zostały zmanipulowane. Wielka Smuta zamieniła się w labirynt kłamstw, podróbek i tajnych intryg, w którym splatały się losy carewicza i państwa, wyznaczając cywilizacyjny kurs Rosji na wieki. Każda tajemnica, każda podmiana i każda intryga pokazują, jak kruche były szanse Moskwy na alternatywny, europejski kierunek – drogę do łacińskiej cywilizacji, której Moskwa nigdy nie osiągnęła.

Włodzimierz Iszczuk