27 lutego 1861 roku, podczas demonstracji w Warszawie, rosyjscy zaborcy przelały krew pięciu polskich patriotów. 8 kwietnia na Placu Zamkowym wojska rosyjskie znów ostrzelali bezbronny tłum. Zginęło sto osób a kilkaset zostało rannych. Masakra była szokiem dla Polaków i wywołała ogromne poruszenie na ziemiach rozdartej przez zaborców Rzeczypospolitej. To był punkt zwrotny. W społeczeństwie rosło oburzenie brutalnymi działaniami rosyjskich morderców.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

Wiadomości o zbrodniach Rosjan w Warszawie szybko dotarła do Wołynia, Podola i Kijowszczyzny. Społeczność polska była zszokowana okrucieństwem wojsk rosyjskich. Zaczęły pojawiać się ośrodki oporu i nieposłuszeństwa. Patrioci wezwali Polaków do żałoby narodowej oraz walki o wolność Rzeczypospolitej. Polacy przestali uznawać carskich namiestników.

Administracja rosyjska w Żytomierzu błyskawicznie zauważyła wzrost aktywności Polaków. Przykładowo, gubernator wołyński Drucki-Sokoliński w sprawozdaniu do kijowskiego generał-gubernatora Wasilczykowa zgłasza, że w Żytomierzu w ręce żandarmów wpadło kilka odezw antyrosyjskich. Wyraził również zaniepokojenie, że zgodnie z raportami agentów, Polacy zbierają się na tajne narady w celach rewolucyjnych.

To była prawda, narady rzeczywiście się odbywały. Świadomi przedstawiciele społeczeństwa polskiego pragnęli stawić opór Moskalom. Na początku marca 1861 roku, przybył do Żytomierza syn Adama Mickiewicza – Władysław Józef Mickiewicz, by wziąć udział w posiedzeniu Komitetu Wołyńskiego. Podczas spotkania omówiono formy oporu społecznego, sposoby organizowania demonstracji oraz pozyskania środków na stworzenie wydawnictwa literatury podziemnej.

Wkrótce, w Katedrze św. Zofii w Żytomierzu, odbyła się uroczysta Msza Święta, która zakończyła się śpiewem Mazurka Dąbrowskiego i manifestacją patriotyczną. Następnego dnia w Kościele Św. Jana z Dukli odbyła się liturgia żałobna za zabitych w Warszawie, z udziałem wszystkich znanych polskich rodzin Żytomierza. Wśród nich znaleźli się, marszałek gubernialnego zgromadzenia szlacheckiego – Karol Mikułycz, marszałek powiatowego zgromadzenia Lucjan Niewmierzycki oraz pisarze: Aleksandr Groza, Antoni Petkiewicz, Jan Prusinowski i Apollo Korzeniowski.

Wszystkim manifestacjom w Żytomierzu towarzyszyła akcja zbierania środków „na potrzeby Kościoła i Kraju”. Jedną z tych akcji prowadził osobiście biskup Diecezji kijowsko-żytomierskiej Kasper Borowski. Zgromadzone fundusze kierowano na potrzeby powstania. W Żytomierzu zorganizowano, również zbiórkę pieniędzy dla rodzin zabitych w Warszawie. Nie zapomniano także o drukowaniu i doręczaniu odezw patriotycznych. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj odezwa „Wiwat Polonia” oraz wiersz „Wołanie z Wołynia do Warszawy”.

Zaborcy zareagowali błyskawicznie. 14 marca 1861 roku Kijowski generał-gubernator zaalarmował do Ministra Spraw Wewnętrznych Rosji, że w Kijowskiej i Wołyńskiej guberni regularnie odbywają się liturgie żałobne za zabitych w Warszawie Polaków. Również wołyński gubernator Drucki-Sokoliński w raportach zauważył, że „ruch miejscowych Polaków ma charakter czysto rewolucyjny” i zaproponował jego gwałtowne stłumienie.

Represja i aresztowania zmusiły patriotów do zmiany taktyki. W celu uniknięcia aresztowań najbardziej aktywni uczestnicy protestów, opuścili miasto.

Jesienią 1861 roku przez Kresy Południowo-Wschodnie przetoczyła się nowa fala protestów. W Żytomierzu były one najliczniejsze. W nocy z 20 na 21 września na Placu Soborowym, naprzeciwko Kościoła Św. Jana z Dukli, został ustawiony żałobny krzyż, ozdobiony girlandami kwiatów, z napisem „pamięci Polaków, pomordowanych w 1861 roku”. Okazało się jednak, że Rosjanie obawiali się nawet symboliki chrześcijańskiej. Patrol policyjny zdemontował krzyż i schował go na posterunku.

Takie działania zaborców, były niezgodne z ludzkim rozumieniem moralności chrześcijańskiej. Oburzenie Polaków nie miało granic. Wiadomość o usunięciu krzyża błyskawicznie rozeszła się po całym mieście. Po południu tysiące rozgniewanych mieszkańców Żytomierza, z polskim hymnem narodowym na ustach maszerowali w kierunku Katedry Św. Zofii. Ogromne masy ludzkie wypełniły Plac Soborowy, ulicę Kijowską i ogród przed domem gubernatora. Ludzie domagali się od władz przywrócenia żałobnego krzyża na jego pierwotne miejsce.

W odpowiedzi Rosjanie użyli siły. Przeciwko demonstracji wyruszyły wojskowe oddziały żytomierskiego garnizonu wojskowego i policji konnej. Do wieczora ulice miasta oczyszczono. Tymczasem gubernator wołyński poinformował władze kijowskie o sytuacji w Żytomierzu. Generał-gubernator Kijowski bezzwłocznie wysłał telegram zezwalający na wprowadzanie stanu wojennego w tym mieście.

Kilka dni później car Aleksander II nakazał: „Proszę stan wojenny w Żytomierzu wdrożyć z całym surowością, ma on służyć jako przykład dla innych miejscowości. Wojska lokalizować w domach Polaków, żeby ciężar kwaterunku spadł na nich. Zabronić demonstracji”. 17 października 1861 roku gubernator wprowadził zakaz wykonywania polskich hymnów, odprawiania Mszy Świętej oraz liturgii żałobnej bez zezwolenia władz. Zaczęły się masowe aresztowania.

Według niepełnych danych statystycznych, w roku 1861 na Ukrainie zorganizowano 260 manifestacji, wśród nich 142 na Wołyniu. Niestety pokojowe demonstracje nie przyniosły żadnego rezultatu. Zaborcy nie chcieli iść na ustępstwa, nie chcieli żadnego dialogu. Jakikolwiek kompromis z zaborcami stał się niemożliwy. Było to zrozumiałe nawet dla najbardziej umiarkowanych patriotów. W stosunkach z administracją carską pozostał jeden argument – brutalna siła. Wkrótce rozpoczęły się przygotowania do walki zbrojnej.

Włodzimierz Iszczuk

Ilustracja: Obraz żytomierskiego malarza Jurija Dubinina, wykonany na zamówienie Polskiego Centrum Medialnego „Jagiellonia”, wszystkie prawa zastrzeżone, kopiowanie i rozpowszechnianie obrazu jest zabronione