Nigdy z królami nie będziem w aliansach,
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi,
Bo u Chrystusa my na ordynansach,
Słudzy Maryi (…)

W drugiej połowie XVIII wieku I Rzeczpospolita padła ofiarą polityki wielkich mocarstw, Rosji, Prus i Austrii, które chciały ją sobie podporządkować. Mocarstwom tym zależało na wzniecaniu niepokojów i anarchii w Polsce, bo umożliwiało im to kontrolowanie sytuacji i zdobywanie wpływów.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Jagiellonia.org i czasopisma „Głos Polonii”

Zainteresowana utrzymywaniem Rzeczypospolitej w stanie wewnętrznego rozkładu Caryca Katarzyna II robiła wszystko, by nie dopuścić do zmian ustrojowych. Pragnąc uczynić z Polski swój protektorat, doprowadziła do osadzenia na jej tronie swego kochanka Stanisława Augusta Poniatowskiego. Narzucenie przez nią ustaw dających równouprawnienie innowiercom wywołało w Rzeczpospolitej wstrząsy polityczne i konflikty religijne.

W celu obrony wiary i macierzy 29 lutego 1768 roku patriotycznie nastawiona szlachta zawiązała na Podolu konfederację barską jako wyraz sprzeciwu wobec destabilizujących poczynań Katarzyny II i jej ingerencji w sprawy Polski. Wybuchło pierwsze polskie powstanie narodowowyzwoleńcze skierowane przeciwko Rosji. Żytomierz, będąc w samym środku walk, udzielił wsparcia konfederatom, za co Rosjanie okrutnie zemścili się na jego mieszkańcach. Miasto zostało zdobyte szturmem w 1768 roku.

Pamięć o tych tragicznych wydarzeniach przetrwała w nielicznych źródłach historycznych: we wspomnieniach dowódcy korpusu interwencyjnego tłumiącego konfederację, generała-majora wojsk rosyjskich Piotra Kreczetnikowa i naocznego świadka, obrońcy Żytomierza Serwacego Prusa Suchorzewskiego, autora książki Echo ukraińskiej rzezi, na którą powołują się w swoich pracach historycy: Józef Krzywicki, Marian Dubiecki, Borys Dubman, Dmytro Antoniuk, Georgij Mokrycki, dr hab. Mikołaj Kostrycia i dr Rusłan Kondratiuk.

Józef Krzywicki opisuje te wydarzenia następująco: „W 1768 roku konfederaci barscy zajęli Żytomierz. O tym zajęciu podaje ciekawe i jedyne szczegóły Serwacy Prus Suchorzewski w swoim Echu odgłosem ukraińskich rzezi brzmiącem [Echo ukraińskiej rzezi – aut].

Najprzód palestra żytomierska przystąpiła do związku, do którego wciągnął ją Bohdanowicz, umyślnie w tym celu wysłany do Żytomierza przez generalicję. Na wezwanie tejże generalicji ściągnęły do Żytomierza i milicje nadworne ziemian, jako to Proskurów, Rościszewskich i in. Oboźny przyprowadził szlachtę i kozaków pańskich. Suchorzewski, autor relacji, daje się także namówić, wchodzi do związku i przysięga.

Gdy milicja Proskurów zdążała z Kornina do Żytomierza, spotkała w pobliżu Leszczyna podjazd dońców, wysłany do Żytomierza dla rozpędzenia sejmiku zwołanego przez Pawszę i Burzyńskiego. Konfederaci wpadli w zasadkę, dońcy przyparli ich do rudy. Zginął wtedy pułkownik Głowacki, dowódca milicji Rościszewskich, poległ i Sokołowski. Pomimo to walka zawiązała się na nowo w Leszczynie, dano ognia z armat, dońcy pierzchnęli, a gdy noc zapadła, konfederaci wyruszyli do Żytomierza. Tu zaczęto się naprędce fortyfikować, postawiono rogatki, puszkarza nie było, znalazł się Niemiec, który się podjął go zastąpić. Armata stanęła w zamku, druga u bernardynów, gdzie i wierni kozacy stanęli za palisadą, drudzy na wałach zamkowych. Dońcy otoczyli miasto, husarze wpadli od Staniszówki i uderzyli na klasztor bernardynów, lecz wierni kozacy ich odparli. Wtedy zapalili domy i przypuścili szturm do zamku. Puszkarz Niemiec razem dał ognia ze wszystkiej armaty, po czym padł trupem. Serbowie biorą armaty i ruszają na miasto. Palą się domy kapitulne i biskupie, katedra, kościół jezuicki, kramy. W kościele jezuickim zgorzał ks. Zrubicki. Lud jednak zdołał się zatyłkami powykradać z miasta.

Tymczasem ujrzano poza miastem nadciągający jakoby tłum ludzi, który dońce wzięli za wojsko polskie, opuścili stanowisko i uszli w lasy do Owrucza i Narodycz. Nie było to jednak wojsko, tylko Burzyński z tłumem szlachty nadciągał na sejmik, ujrzawszy jednak zniszczenie miasta, zawrócił do domu. Niedobitki związkowych udały się do Baru.

Miasto zostało zupełnie spalone, tak że pozostały puste place”[1].

Obraz tej masakry zawarli w monografii Żytomierz: Podręcznik krajoznawstwa dr hab. Mikołaj Kostrycia i główny specjalista Żytomierskiego Państwowego Archiwum Obwodowego dr Rusłan Kondratiuk:

W tym czasie dramatyczne wydarzenia odbywały się tuż za progiem Żytomierza. Miejscowa szlachta stanęła po stronie konfederatów, a miasto zaczęło gromadzić oddziały szlacheckich pocztów nadwornych i kozaków. W okolicach wioski Tulyn (obecnie Liszczyn) doszło do potyczki z jednostkami wojsk rosyjskich. Po odparciu pierwszego ataku Kozaków dońskich konfederaci pospiesznie rozpoczęli przygotowania do obrony Żytomierza. Jednak nieliczna załoga obrońców miasta w starym drewnianym zameczku nie potrafiła powstrzymać ataku dobrze uzbrojonych i zahartowanych w bitwach wojsk rosyjskich. Miasto zostało zdobyte szturmem”.

Serwacy Prus Suchorzewski w Echach ukraińskiej rzezi podaje szczegóły tego smutnego zdarzenia:

„Głównymi ośrodkami obrony były zamek i klasztor Bernardynów. Dońscy kozacy otoczyli miasto, a husarze włamali się do niego od strony Staniszówki. Po odparciu pierwszego ataku Rosjanie znów zaatakowali zamek, a miasto podpalili. Spłonęło wiele domów, katedra i kościół jezuicki, siedziby kapituły i biskupa. Po szturmie niemal cały Żytomierz leżał w gruzach”[2].

Z kolei Marian Dubiecki, sekretarz Rusi w Rządzie Narodowym powstania styczniowego, w książce Na Kresach i za Kresami. Wspomnienia i szkice, podaje taki opis obrony Żytomierza:

Ostatnią walką, jaka toczyła się u palisad i wałów żytomierskiego zameczku, była obrona tego posterunku przez konfederatów barskich. Zachodnia i północna część Kijowszczyzny to teren walk konfederackich. Liczna, zamożna szlachta tameczna, osobiście, pojedynczo lub na czele pocztów swych stawała pod sztandarem Bogarodzicy, idąc, jak wyrażano się, »na azard« [hazard, ryzykowne przedsięwzięcie – aut.].

[…] Wiemy jedynie z tradycji, która bardzo długo, lat przeszło osiemdziesiąt, tułała się pod słomianymi strzechy przedmieszczan za Kamionką, głosząc, iż garstka barskich konfederatów, nie mogąc oprzeć się przeważnej sile oblegających, skorzystała z podkopu starożytnego, łączącego tajemnymi, podziemnymi korytarzami zamczysko z rzeką i tą drogą wydostała się z posterunku, którego nie mogła już obronić.

Tradycja mówiła, że wycieczka tajemna z zamku wychodziła na wybrzeże Kamionki, nadzwyczaj daleko, wśród skał i złomów Kamionki, u wylotu dalszego ulicy Cudnowskiej. Skoro załoga wydostała się drogą podziemną do rzeki, ludzie umówieni mieli ogromnymi głazami zamknąć otwór przejść podziemnych, tak iż podziemne korytarze na zawsze pozostały dla nieprzyjaciela tajemnicą. Kilku tylko ciurów obozowych pozostało w zamku bezbronnym, którzy twierdzili wobec nieprzyjaciela, iż wcale nie wiedzą, w jaki sposób zniknęła załoga… Od owej chwili zaczyna się zupełny upadek zamku”[3].

O tragicznych wydarzeniach wspominają również inni historycy lokalni. Dmytro Antoniuk, autor książki Cztery wędrówki po Żytomierszczyźnie, pisze: „Żytomierz wspierał konfederatów barskich, miasto i kościół zostały spalone przez wojska rosyjskie”[4].

Z kolei Georgij Mokrycki w swoim przewodniku ilustrowanym Żytomierz zanotował: „[…] miasto szturmem zdobył pułk Kozaków dońskich. Niemal wszystkich mieszkańców zabili, a budynki spalili. Ocalał tylko klasztor bernardynów. Miasto stało się pustkowiem i nie było nikogo, aby pochować zabitych. Wybuchła epidemia”[5].

Tymczasem Rosja kontynuowała wrogą działalność wobec Rzeczypospolitej, podburzając do nienawiści religijnej i narodowej. W czasie powstania na Kijowszczyźnie, Podolu i Wołyniu agenci rosyjscy rozpowszechniali pogłoski, że caryca Katarzyna II wydała tzw. złoty list, w którym wzywała chłopów ukraińskich i Kozaków (hajdamaków) do bicia szlachty, katolików i Żydów.

Podczas gdy konfederaci barscy, broniąc ojczyzny, prowadzili walkę z wojskami rosyjskimi, ich niezabezpieczone tyły atakowali trudniący się rozbojem i napadami hajdamacy. Celem napastników były rodziny polskich patriotów: rodzice, żony i dzieci. Ta okrutna rzeź ludności cywilnej weszła do historii pod nazwą „koliszczyzna”. Rosjanie, którzy ją wywołali, zdradzili później swoich sojuszników (hajdamaków) i pomogli stłumić chłopski bunt. Skutkiem tej polityki była nienawiść, którą udało im się zasiać między Polakami i Ukraińcami na wiele dziesięcioleci.

Przez kolejne 20 lat sytuacja w Rzeczypospolitej pozostawała napięta. Po stłumieniu konfederacji barskiej rząd carski kontynuował wrogą działalności wobec swego zachodniego sąsiada. Trzy potężne mocarstwa przygotowywały się do tego, by osłabione wewnętrznymi konfliktami państwo rozerwać na strzępy. Rzeczpospolita Obojga Narodów stanęła na skraju przepaści…

Włodzimierz Iszczuk

Ilustracja: Bohaterska obrona Żytomierza przez konfederatów barskich. Obraz żytomierskiego malarza Jurija Dubinina, wykonany na zamówienie Polskiego Centrum Medialnego „Jagiellonia”, wszystkie prawa zastrzeżone, kopiowanie i rozpowszechnianie obrazu jest zabronione

Przypisy

1. Józef Krzywicki, Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 14, s. 904-911.

2. M. Kostryca, R. Kondratiuk, Żytomierz: Podręcznik krajoznawstwa, wyd. II poszerz. i popr., Żytomierz 2007, s. 464. (Костриця М.Ю., Кондратюк Р.Ю., Житомир: Підручна книга з краєзнавства, 2-е вид., випр. й доп., Житомир 2007, с. 464).

3. Marian Dubiecki, Na Kresach i za Kresami. Wspomnienia i szkice, Kijów 1914.

4. Dmytro Antoniuk, Cztery wędrówki po Żytomierszczyźnie, Kijów 2008, s. 19 (Дмитро Антонюк, Чотири мандрівки Житомирщиною, Київ 2008, с. 19). 

5. Georgij Mokrycki, Żytomierz. Przewodnik ilustrowany, Żytomierz 2007, s. 33 (Георгій Мокрицький, Житомир. Ілюстрований путівник, Житомир 2007, с. 33).