18 czerwca 1792 roku pod Zieleńcami wydarzył się cud – młoda, niedoświadczona armia Rzeczypospolitej pokonała potężną machinę wojenną rosyjskiego imperium. Choć na kartach historii bitwa ta nie zajmuje miejsca tak znanego jak Grunwald czy Wiedeń, to właśnie wtedy, po raz pierwszy od czasów Jana III Sobieskiego, Polacy odnieśli zwycięstwo bez pomocy sojuszników. A na polu chwały narodził się najcenniejszy z polskich orderów wojennych – Virtuti Militari.
NARODZINY NADZIEI
Był czerwiec 1792 roku. Polska – rozdarta reformami Sejmu Czteroletniego, wewnętrzną zdradą targowiczan i coraz silniejszym naciskiem Rosji – stanęła do nierównej walki. Na jej czele stanął książę Józef Poniatowski – młody, ambitny i świadomy, że przyszłość Ojczyzny zależy nie tylko od forteli politycznych, ale i od siły oręża.
Pod Zieleńcami – niewielką wsią na Wołyniu – armia polska (ok. 15,5 tys. ludzi), złożona w dużej części z rekrutów, młodzieży i patriotów, którzy dopiero uczyli się wojennego rzemiosła, stawiła czoła doświadczonemu wojsku rosyjskiemu generała Herkulesa Morkowa (ok. 11 tys. ludzi), wspieranemu przez kozaków.
CHRZEST OGNIEM
Bitwa rozpoczęła się o świcie. Z początku sytuacja Polaków była trudna – złe rozmieszczenie sił, błędy dowódców, nieobsadzona wieś Zieleńce, brak osłony dla posiłków. Rosjanie wykorzystali ten chaos – zajęli wieś, ostrzeliwali polskie pozycje, ruszyli do natarcia.
Ale wtedy na pole bitwy wjechał on – książę Poniatowski. Jego obecność podniosła morale żołnierzy. Szybko uporządkował szyki, wzmocnił skrzydła kawalerią i przejął inicjatywę. Walka była zaciekła. Piechota uciekała w panice pod naporem grenadierów, ale książę rzucił się w sam środek piekła z dwoma batalionami, by zatrzymać wroga.
Walczyła również polska artyleria, aż do ostatniego ładunku. Kawaleria raz po raz szarżowała, rozbijając ataki rosyjskie. A gdy Rosjanie zaczęli się cofać, próbując formować czworobok, Poniatowski – choć wyczerpany – pchnął jeszcze oddziały do ostatniego kontrnatarcia.
CHWAŁA I ZDRADA
Bitwa zakończyła się zwycięstwem Polaków. Rosjanie zostali odparci, ponieśli większe straty, a armia Poniatowskiego – mimo młodego wieku i braku doświadczenia – dowiodła swojej wartości.
Zachwycony postawą żołnierzy, król Stanisław August Poniatowski ustanowił kilka dni później – na wniosek swego bratanka – Order Virtuti Militari. To był symbol. Dowód, że w narodzie jest siła, że są jeszcze tacy, którzy nie wyrzekli się honoru i gotowi są umierać za Rzeczpospolitą.
Ale historia nie zna tylko chwały – zna także tchórzostwo. Król, zaproszony do obozu zwycięzców, odmówił przyjazdu, pytając ironicznie: „Czyliż będę miał w obozie wygodę i kuchnię przyzwoitą?” Słowa, które na zawsze zapadły w pamięć jako symbol oderwania elity od rzeczywistości i zdrady, która miała nadejść.
DUMA, KTÓRĄ TRZEBA PIELĘGNOWAĆ
Zieleńce to dziś nie tylko zapis w podręcznikach. To symbol – wiary w Polskę, ducha walki, siły młodości, odwagi dowódców i determinacji żołnierzy. To również ostrzeżenie – jak blisko jest od zwycięstwa do zdrady, od chwały do upadku, gdy władza nie dorasta do poziomu tych, którzy przelewają krew.
Na Grobie Nieznanego Żołnierza wyryto słowo: „ZIELEŃCE 18 VI 1792”. Ale pamięć o tej bitwie żyje nie tylko w kamieniu. Żyje w nas – jeśli tylko chcemy o niej pamiętać.
Pamięć-Historyczna.net

