W 1964 roku polski wywiad przekazał Władysławowi Gomułce tajne nagranie rozmowy w Bonn pomiędzy kanclerzem RFN Ludwigiem Erhardem a Aleksiejem Adżubejem — członkiem KC KPZR, redaktorem naczelnym „Izwiestii” i zarazem zięciem Nikity Chruszczowa. Adżubej nie był zwykłym dziennikarzem. Kreml wielokrotnie wykorzystywał go do nieformalnych i poufnych kontaktów politycznych.
Treść rozmowy musiała wywołać w Warszawie polityczny szok. Wysłannik Chruszczowa sugerował możliwość przyszłych negocjacji dotyczących polskich granic, w tym nawet włączenia Szczecina do przyszłych zjednoczonych Niemiec. Dla polskich władz był to sygnał alarmowy: Moskwa, mimo formalnego sojuszu i podporządkowania Polski ZSRR, nadal traktowała polskie terytorium jako element własnej gry strategicznej.
IMPERIUM, KTÓRE NIGDY NIE UZNAŁO POLSKI
Rosyjskie państwo — niezależnie od epoki i ideologii — niemal nigdy nie postrzegało Polski jako równorzędnego partnera. Carat, bolszewicy i Związek Radziecki różnili się językiem propagandy, ale łączyło je jedno: przekonanie, że Europa Środkowa powinna pozostawać pod kontrolą Moskwy, a Polska nie może prowadzić w pełni samodzielnej polityki.
To właśnie dlatego nawet w czasach PRL, gdy Warszawa była politycznie podporządkowana Kremlowi, radzieckie elity nadal rozważały możliwość przetasowań granicznych i strategicznych układów z Niemcami ponad głowami Polaków.
Mechanizm ten powracał w rosyjskiej historii wielokrotnie. W XVIII wieku Petersburg zainicjował rozbiory Rzeczypospolitej, wciągając w ten proces również Berlin i Wiedeń. W 1939 roku Stalin porozumiał się z Hitlerem w sprawie likwidacji państwa polskiego. A po 1945 roku Moskwa utrzymywała Polskę w stanie zależności politycznej i militarnej, traktując ją bardziej jako bufor niż suwerenne państwo.
GOMUŁKA ZROZUMIAŁ ZAGROŻENIE
Szczególnie wymowna była reakcja Władysława Gomułki. Nie był przecież przeciwnikiem systemu komunistycznego ani politykiem antyradzieckim. Wręcz przeciwnie — należał do filarów porządku stworzonego po wojnie przez ZSRR. Mimo to nawet on zrozumiał, że Kreml może prowadzić rozmowy o przyszłości polskich granic bez wiedzy Warszawy.
Podczas spotkania z Chruszczowem w Belwederze Gomułka miał chwycić radzieckiego przywódcę za klapy marynarki i zapytać: „Co ten Adżubej robił w Bonn?”. Ta scena pokazuje skalę napięcia oraz świadomość, że dla Moskwy kwestia polskich granic mogła być jedynie kartą przetargową w relacjach z RFN.
„BRATERSKI SOJUSZ” I POLITYKA NIEUFNOŚCI
Jeszcze mocniej wybrzmiały słowa Zenona Kliszki po odsunięciu Chruszczowa od władzy. Polski aparat partyjny dawał wówczas jasno do zrozumienia, że Związek Radziecki traktuje swoich satelitów instrumentalnie i nie konsultuje z nimi decyzji dotyczących ich bezpieczeństwa.
Dla polskich komunistów kwestia zachodnich granic była sprawą egzystencjalną. Wiedzieli, że każda próba porozumienia Moskwy z Bonn może odbywać się kosztem Polski. Nawet w szczytowym okresie dominacji ZSRR nad Europą Środkową w Warszawie istniała świadomość, że „braterska przyjaźń” nie oznacza partnerstwa, lecz podporządkowanie.
ROSYJSKA POLITYKA CIĄGŁOŚCI
Historia z 1964 roku nie jest jedynie archiwalną ciekawostką z czasów zimnej wojny. Pokazuje ona coś znacznie ważniejszego — ciągłość rosyjskiego myślenia geopolitycznego. Zmieniały się ustroje, przywódcy i hasła propagandowe, ale logika działania pozostawała podobna: osłabiać polską podmiotowość, utrzymywać Warszawę w zależności i rozmawiać o przyszłości regionu ponad głowami państw Europy Środkowej.
Imperium może zmieniać symbole i język. Jednak jego strategiczne instynkty pozostają zadziwiająco trwałe.
Włodzimierz Iszczuk

