17 września 1939 roku stalinowska Rosja zdradziecko „uderzyła nożem w plecy”, dokonując haniebnej agresji na Polskę. Gdy polskie wojsko heroicznie odpierało nawałę hitlerowskich Niemiec, los wojny przesądził podły, perfidny atak ze wschodu – cios zadany w najtrudniejszym momencie. Wypełniając zobowiązania tajnego protokołu paktu Ribbentrop–Mołotow, Armia Czerwona przekroczyła granice II Rzeczypospolitej. Była to zdrada na niespotykaną skalę, brutalna agresja, która pogrzebała ostatnie nadzieje na obronę polskiej niepodległości.
Dla milionów Polaków rozpoczął się koszmar: masowe deportacje, zbrodnie na ludności cywilnej, egzekucje oficerów i inteligencji – w tym ludobójstwo w Katyniu. Stalin, który jeszcze kilka dni wcześniej w oficjalnej propagandzie nazywał Niemców „imperialistami”, w rzeczywistości był ich sojusznikiem. Wspólnie z Hitlerem rozdarli mapę Europy, niszcząc państwa, które stały im na drodze do hegemonii. Polska była pierwszą ofiarą tej diabelskiej współpracy.
Dziś, 85 lat później, historia znów ostrzega nas przed naiwnością i krótkowzrocznością. Putin, współczesny spadkobierca imperialnych ambicji Stalina, prowadzi wojnę z Zachodem – i tak jak w 1939 roku, zaczyna od uderzenia w najsłabsze ogniwo. Ukraina jest dziś tym, czym wówczas była Polska – pierwszą linią obrony cywilizacji zachodniej przed barbarzyństwem ze Wschodu.
PUTIN JAK STALIN – TEN SAM CEL, INNE METODY
To, że Putin rozpoczął agresję na Stany Zjednoczone i NATO na terytorium Ukrainy, nie oznacza, że tylko Ukraińcy powinni ponosić ciężar tej wojny. Według planów Kremla wojna miała przerodzić się w wielki konflikt europejski, którego stawką jest zniszczenie dominacji Stanów Zjednoczonych oraz fundamentów świata zachodniego.
Putin, podobnie jak Stalin, korzysta z podziałów i słabości Zachodu. W 1939 roku Hitlerowi i Stalinowi sprzyjała polityka appeasementu – złudne przekonanie, że można „dogadać się” z tyranami, oddając im kolejne państwa na pożarcie. Dziś podobnym błędem byłoby pozostawienie Ukrainy samej sobie.
Jedynie dzięki heroicznej walce Ukrainy Polacy mogą dziś cieszyć się pokojem i bezpieczeństwem. To milionowa armia ukraińskich żołnierzy powstrzymuje rosyjskie wojska, które jeszcze w 2022 roku miały w planach atak na Polskę i kraje bałtyckie. Ukraina pokrzyżowała te plany! Jeśli Kijów przegra, kolejnym celem będzie Warszawa, Wilno, Ryga i Tallin – a potem Berlin i Paryż.
EUROPA NA KRAWĘDZI – CZAS PRZEJRZEĆ NA OCZY
Wojskowe wsparcie dla Ukrainy nie jest aktem charytatywności. To strategiczna inwestycja w bezpieczeństwo Polski i całej Europy. Dziś już wiadomo, że bez Ukrainy Europa się nie obroni.
Tymczasem Stany Zjednoczone wycofują się z roli gwaranta bezpieczeństwa Starego Kontynentu. Zmiana polityki po objęciu prezydentury przez Donalda Trumpa, a następnie jej kontynuacja w kolejnych latach, jasno pokazuje, że Waszyngton nie zamierza angażować się w obronę Europy tak jak dotychczas. USA skupiają się na własnych interesach i coraz mniej są skłonne ryzykować konfrontację z Rosją w imię obrony NATO.
Europa musi zrozumieć, że nadchodzi czas, w którym sama będzie musiała bronić swojej wolności. A to oznacza konieczność jedności i strategicznego myślenia. Jeśli Zachód dziś zawaha się w obronie Ukrainy, historia zatoczy tragiczne koło – tak jak wtedy, gdy Zachód milczał, patrząc na zdradziecki atak Stalina i Hitlera na Polskę.
HISTORIA, KTÓRA SIĘ POWTARZA
17 września 1939 roku świat odwrócił wzrok. Stalin mógł bezkarnie zagarnąć połowę Polski, a Hitler kontynuować swoją wojnę podboju. Brak reakcji zachęcił agresorów do dalszych działań – dwa lata później płonęła już cała Europa.
Dziś Putin liczy na podobną bierność. Marzy o tym, by Ukraina została zdradzona tak jak kiedyś Polska. Jeśli mu się uda, jego apetyt nie zatrzyma się na Dnieprze – sięgnie po Wisłę, Ren i Sekwanę.
Dlatego wsparcie dla Ukrainy to nie tylko moralny obowiązek wobec narodu, który walczy za wolność swoją i naszą. To kwestia przetrwania całej cywilizacji zachodniej. Jeśli dziś nie powstrzymamy Putina, jutro będziemy walczyć na własnej ziemi – tak jak 85 lat temu nasi przodkowie, opuszczeni przez sojuszników, musieli samotnie stawić czoła dwóm totalitaryzmom.
Ukraina jest ostatnim bastionem Europy. Jeśli padnie – następni będziemy my.
Włodzimierz Iszczuk
ZOBACZ TAKŻE:
1 września – lekcja, której świat wciąż nie odrobił
Pakt Ribbentrop–Mołotow: 86 lat później – Putin naśladuje zbrodniarzy XX wieku

