Jednym z mrocznych spadków po marionetkowej prorosyjskiej PRL jest fakt, że z polskiej przestrzeni informacyjnej niemal całkowicie zniknęły wzmianki o potwornych zbrodniach i sadystycznych okrucieństwach, jakich dopuszczała się zarówno biała, jak i czerwona Rosja wobec Polaków.

Prawie nikt dziś nie przypomina, jak bestialskim torturom poddawano setki tysięcy Polaków podczas tzw. Operacji Polskiej NKWD w latach 1937–1938, kierowanej przez kata narodów – Nikołaja Jeżowa. Rzadko wspomina się też o polskich ofiarach Wielkiego Terroru – o tych, którzy zginęli pod walcem radzieckich represji w ramach innych operacji NKWD. To setki tysięcy istnień ludzkich unicestwionych z powodu narodowości.

Instytut Pamięci Narodowej przywołuje w swoich publikacjach świadectwa nieludzkich tortur, jakim poddawano Polaków w kazamatach NKWD, oraz opisuje okrutne egzekucje dokonywane przez stalinowskich oprawców. Jednak te wstrząsające fakty nie przebijają się do mediów, dlatego polskie społeczeństwo wciąż pozostaje niemal nieświadome prawdziwej, sadystycznej natury rosyjskiej brutalności.

A przecież – jak ostrzegają dziś niemal wszystkie zachodnie służby specjalne i wywiady – z tą samą rosyjską agresją Polska i świat znów mogą się wkrótce zmierzyć.

Dlatego, by choć częściowo wypełnić tę lukę w polskim dyskursie publicznym, postanowiliśmy przypomnieć fragment artykułu rosyjskiego pisarza Maksyma Gorkiego, opublikowanego w 1922 roku w Berlinie. Jego słowa są przejmującym świadectwem tego, jak głęboko zakorzeniona w rosyjskiej mentalności była – i wciąż pozostaje – nieludzka brutalność.

Zapraszam do lektury:

„Wiele okrucieństw przeżyłem i widziałem. Nigdy nie potrafiłem znaleźć usprawiedliwienia dla ich istnienia. Całe życie dręczyło mnie pytanie: skąd bierze się to ludzkie okrucieństwo?

Kiedyś czytałem książkę o znamiennym tytule: Postęp, rozwój okrucieństwa. Autor usiłuje, za pomocą bardzo skrupulatnie zestawionych i wyjaśnionych przykładów, dowieść, że postęp ludzkości ujawnia pewną tajemniczą, właściwą człowiekowi rozkosz — czerpanie przyjemności z dręczenia bliźniego, jego ciała i duszy. Przeczytałem tę książkę z odrazą; nie przekonała mnie ani trochę, a jej paradoksy wkrótce znikły z mojej pamięci.

Ale teraz, z powodu straszliwego szaleństwa wojny europejskiej, z powodu krwawej orgii rewolucji, znów zastanawiam się nad tymi paradoksami. Przy tym trzeba zauważyć: jeśli chodzi o rosyjskie okrucieństwo — nie widać w nim absolutnie żadnego postępu; jego formy pozostały niezmienne.

Na początku XVII wieku stosowano torturę taką, że usta ofiary wypełniano prochem, który potem podpalano. Kobietom przewiercano piersi, przez usta przeciągano linę, na którą potem wieszano ofiary.

W latach 1918–1919 robiono to samo nad Donem; na Uralu czerwoni i biali torturowali swoje ofiary tak długo, aż następowała śmierć.

Wydaje mi się, że najbardziej wyrazistą cechą moskiewskiego charakteru narodowego jest właśnie okrucieństwo, tak jak humorem — Anglików. To szczególne okrucieństwo, a zarazem wyrafinowany, z chłodną krwią wymierzony sposób mierzenia stopnia wytrzymałości i oporu w cierpieniu, któremu może podlegać człowiek; pewnego rodzaju próba jego siły życiowej.

Najciekawszą cechą moskiewskiego okrucieństwa jest jego diabelska finezja, jej — powiedziałbym — estetyczne wyrafinowanie. Nie sądzę, by te cechy dało się wyjaśnić słowami „psychotyzm”, „sadyzm” czy podobnymi, ponieważ zasadniczo niczego one nie wyjaśniają. Skutek alkoholizmu? — Ale nie sądzę, żeby naród moskiewski był bardziej zatruty alkoholem niż inne narody europejskie. Chociaż trzeba przyznać, że wpływ alkoholu na psychikę moskwianina bywa szczególnie fatalny, bo nasz naród gorzej się odżywia niż inne.

Mówię tutaj nie o okrucieństwie, które występuje sporadycznie, jak wybuch chorej duszy. To wyjątki, które ostudzą psychiatrę; tu mówię o psychologii masowej, o duszy narodu, o zbiorowym okrucieństwie.

W pewnej syberyjskiej wiosce chłopi wymyślili następującą zabawę: wykopali kilka dołów, wrzucili do nich bezładnie pojmanych jeńców czerwonoarmistów, a potem zasypali te doły do połowy tak, że z ziemi wystawały jedynie nogi pogrzebanych od kolan. Potem z zainteresowaniem obserwowali konwulsje nóg.

W Tambowszczyźnie jeńców komunistów przybijano gwoździami do drzew. Ale gwoździe wbijano tylko w lewą rękę i lewą nogę; i bawiono się, patrząc, jak ci półukrzyżowani w śmiertelnych konwulsjach poruszają nieprzybite rękami i nogami.

Inni jeńcy poddawani byli torturom takim, że im parzono brzuch, wyciągano koniec jelita i przybijano go gwoździem do drzewa lub słupa telegraficznego. Potem goniono nieszczęśnika wokół drzewa, obserwując, jak odwijają się jelita.

Oto oddział jeńców oficerów zupełnie bez odzieży. Z ramion wyciągnięte są płaty skóry wielkości naramiennika, a na miejscu gwiazd wbite gwoździe. Potem naszyto im skórzane pasy na nogach w formie czerwonych kozackich lampasów. Ta operacja powoli weszła w ogólne życie i nazywano ją „wchłanianiem munduru”. Prawdopodobnie wymagała wiele czasu i precyzji. Takie i jeszcze gorsze zbrodnie stawały się coraz częstsze w ostatnich latach w Rosji.

Które z nich są najbardziej okrutne: białych czy czerwonych? W rzeczywistości jedni i drudzy w tym względzie są równi, bo obaj są Rosjanami. A jeśli rozważać stopień okrucieństwa, to z pewnością można stwierdzić, że najbardziej okrutni są ci, którzy mają więcej siły i władzy w rękach. Nie wiem, czy istnieje na ziemi miejsce, gdzie tak okrutnie i bezlitośnie obchodzono by się z kobietami, jak w rosyjskiej wsi. A zapewne nigdzie, jak w Rosji, nie ma takiej masy odrażających powiedzonek: „Kobietę kocha się dwa razy: gdy wchodzi do domu zaręczona i gdy ją niosą na cmentarz”, „Dla bab i zwierząt nie ma sądu”, „Chcesz mieć dobry apetyt, pobić trochę żonę”. W moskiewskich wioskach istnieją setki podobnych powiedzeń, które wyrażają przez wieki nagromadzoną mądrość; słyszy się je codziennie, z nimi wychowuje się młodzież.

Tak samo znęcają się nad dziećmi na wsi. Kiedy niedawno zainteresowałem się statystyką przestępstw w guberni moskiewskiej i przeglądałem akta karne za lata 1901–1910, przeraziła mnie ogromna liczba okrucieństw, których ofiarami padły dzieci oraz przestępstw popełnionych wobec młodzieży. W Rosji ogólnie prawie każdy z zadowoleniem kogoś bije. „Ludowa mądrość” widzi w karze cielesnej coś potrzebnego i pożytecznego dla człowieka. Wyrazem tego jest powiedzenie: „Za bitych dają dwóch”.

Często pytałem uczestników wojny domowej, czy brzydzą się zabijać siebie nawzajem. Odpowiedź była zawsze taka sama: „Nie ma w tym nic odrażającego. Oni mają broń, i my też, i my i oni jesteśmy w tym samym położeniu. Cóż z tego, że zabijamy się nawzajem? Nadal wielu z naszych braci pozostaje przy życiu”.

Podobne pytanie zadałem raz pewnemu żołnierzowi, który brał udział w wojnie światowej, a później był wysokim dowódcą w Armii Czerwonej. Dał mi osobliwą odpowiedź: „Co to za wojna wewnętrzna? Wojna z obcymi to zupełnie co innego, to porusza duszę. Powiem ci szczerze, towarzyszu, zabić Rosjanina — cóż to za znaczenie? Jest ich tak wielu, że nawet nie zauważa się, gdy niektórzy znikają. Spójrz, na przykład, na te wsie: mogą zniknąć z powierzchni ziemi, jeśli tylko zechcą, cóż one są warte?”

A w końcu, niech diabli wezmą całe nasze rolnictwo i wszystkie nasze sprawy. W Prusach to było wszystko inaczej. Kiedy tam wkraczaliśmy, było mi żal. Jakie wioski, jakie miasta, jaka organizacja! My to wszystko zniszczyliśmy. I po co? Od tego można było oszaleć. Byłem prawie szczęśliwy, gdy mnie zraniono i nie mogłem więcej brać udziału w tym szaleństwie… Później byłem pod Judeniczem na Kaukazie. Tam widzieliśmy Turków i innych diabłów, wszystkie potrzebujące narody, ale i ich było żal… Ten człowiek był w swój sposób bardzo humanitarny; odnosił się dobrze do swoich żołnierzy, którzy go kochali i szanowali, i kochał swoje wojskowe rzemiosło.

Jeśli mówić o moskiewskim okrucieństwie, nie można pominąć żydowskich pogromów. Fakt, że te pogromy organizowano za zgodą głupich przedstawicieli władzy, nic i nikogo nie usprawiedliwia. Ci głupcy i łotry, którzy pozwalali na zabijanie i grabież Żydów, nie rozkazali torturować ich, gwałcić kobiet, zabić dzieci, wbijać gwoździe do głów. Wszystkie te krwawe okropności wypływały z instynktu samych mas.

Można jednak ostatecznie zapytać: gdzie jest ten moskiewski chłop, zabawny i dobry, ten niestrudzony szukacz prawdy i sprawiedliwości, którego tak pięknie i przekonująco opisała nasza literatura XIX wieku?

W młodości sam szukałem tego człowieka po całej moskiewskiej ziemi z podziwem; nie znalazłem go. Zawsze spotykałem tylko grubego realistę, przebiegłego wieśniaka, który udaje głupiego, kiedy wyda mu się to użyteczne. Z natury on wcale nie jest głupi i dobrze o tym wie. Stworzył wiele smutnych pieśni, wiele surowych, dzikich i krwawych legend, wymyślił tysiące powiedzeń, w których wyraził swoje twarde życiowe doświadczenie. Wie, że „sam chłop nie jest głupi”, tylko „świat jest owcą”, i że „świat jest mocny jak prąd, a głupi jak bezrogi”. Mówi: „Nie bój się diabła, bój się człowieka” i „Bij swoich, bój się obcych”. Nie ma szacunku dla prawdy: „Prawdy się nie naje” — mówi on. Ma mnóstwo podobnych przysłów i stosuje je przy każdej okazji. Słyszy je od dziecka i od najmłodszych lat przyswaja całą ich surową prawdę, gorzki smutek i pełną nienawiść do tych, którzy go krzywdzą. Niektórzy, szczególnie miejscy drobnomieszczanie, przeszkadzają spokojnemu biegowi jego życia i uważa ich za niepotrzebnych na ziemi, tej ziemi, którą kocha mistyczną miłością i w której wierzy mistyczną wiarą. Ta ziemia, do której przywiązany jest ciałem i duszą, będąc jego „wrodzoną własnością”, została mu skradziona przez rozbójników. Na długo przed Byronem moskiewski chłop wiedział, że „pot chłopa więcej wart jest od ziemi Bożej”.

Ruch ludowy w naszej literaturze z jego idealizowanym chłopem dążył do pewnego celu politycznego. Ale już, na przykład, pod koniec XIX wieku nastąpił przełom w tej literaturze poświęconej wsi i chłopowi: stała się mniej litościwa, bardziej szczera. Anton Czechow w swoich „Chłopach” dał nam nowy obraz ludu. W pierwszej połowie XX wieku pojawia się „Wieś” Iwana Bunina, mistrza moskiewskiego stylu. W jego opowiadaniach, zwłaszcza w „Nocnej rozmowie”, widać już nowy punkt widzenia na chłopa; ukazana jest prawda bez żadnych upiększeń. Bunin był krytykowany, że jest arystokratą, bo odnosi się do chłopów z obojętnością, a nawet wrogością. To nieprawda. Bunin przede wszystkim i wyłącznie jest artystą.

W nowoczesnej literaturze znajdujemy jeszcze straszniejsze przykłady duchowej ciemnoty, w której tonie moskiewska wieś. Szczególnie zwróciłbym uwagę na opowiadanie chłopa Iwana Wolnego w „Młodości”, na moskwianina Siemiona Podjańcowa i sybiraka Wsiewołoda Iwanowa. Z całą pewnością tym pisarzom nie można zarzucić arystokratycznej wrogości wobec chłopa: sami są chłopami i są związani z wsią duszą i ciałem. Lepiej niż ktokolwiek inny rozumieją i znają życie zwykłych ludzi, nieszczęścia i proste radości wsi, duchową ślepotę chłopa i okrucieństwo jego psychiki.

Skończę tą małą historią, którą słyszałem od członka jednej wyprawy naukowej w 1921 roku na Uralu. Jeden chłop z wioski, gdzie zatrzymała się misja, zapytał mojego informatora: „Wy jesteście uczeni, wytłumaczcie mi więc takie zdarzenie. W zeszłym tygodniu jakiś baszkir zabił moją krowę. Oczywiście ja zabiłem Baszkira, a potem ukradłem jego krowę. No więc powiedzcie mi: czy można mnie ukarać za tamtą krowę?” — Gdy zapytano go, czy nie boi się, że raczej zostanie ukarany za zabicie Baszkira, chłop z całkowitym spokojem odpowiedział: „A teraz ludzie nic nie znaczą”. Słowo „oczywiście” zasługuje na uwagę. Przestępstwo staje się częste i zwyczajne.

A oto jeszcze przykład tego porządku, pokazujący, jak wiejskie myślenie przyzwyczaja się do nowych idei. Pewien nauczyciel ludowy, chłopski syn, pisze do mnie: „Znany uczony Darwin dowiódł naukowo uwarunkowania bezwzględnej walki o byt. Ponieważ on nie protestuje przeciw temu, by ograniczać życie słabych i niepotrzebnych ludzi, ponieważ dawniej zostawiano starych, by umierali z głodu w ich jamach, albo wieszano na wysokich drzewach — chciałbym zaproponować wyeliminowanie ich w jakiś ludzki sposób, bo ja jestem przeciwko wszelkiej okrucieństwu. Proponuję truć ich jakimś smacznym zatrutym pokarmem. Ta metoda ureguluje walkę o byt… Stosować trzeba ją przeciw słabym umysłowo, idiotom, przeciw wszystkim źle obdarzonym przez naturę: kalekim, niewidomym i też przeciw nieuleczalnie chorym. Taki przepis oczywiście nie spodoba się naszej inteligentnej młodzieży, ale już nadszedł czas, by nie zważać na tych „idealnych” reakcyjnych i kontrrewolucjonistów. Utrzymanie śmieci drogo kosztuje naród, trzeba te wydatki sprowadzić do zera”.

W dzisiejszej Rosji trafia się wiele podobnych listów i propozycji. Wrażenie jest bolesne, ale przypominając ich dzikość, wydaje się, że myśl na rosyjskiej wsi już się rozbudziła i, choć jeszcze młoda i surowa, próbuje iść w kierunku do tej pory jej obcym: wieś zaczyna myśleć o państwie i jego zadaniach”.

Literarno-Naukowy Przegląd (Литературно-Научный Вестник), 1923, s. 167–177, tom LХХІХ.