24 maja 1571 roku wojska chana krymskiego Dewleta I Gireja stanęły pod murami Moskwy. Chwilę później stolica państwa moskiewskiego zamieniła się w piekło. Ogień trawił drewnianą zabudowę z niszczycielską siłą, a potężny wiatr rozprzestrzeniał płomienie na kolejne dzielnice. Płonęły przedmieścia, posady, Ziemlane Miasto, dwory carskie i tysiące domów. Nad Moskwą unosiły się kłęby dymu, a samo serce moskiewskiego imperium pogrążyło się w chaosie i przerażeniu.

Włodzimierz Iszczuk

Redaktor naczelny portalu Pamięć-Historyczna.net

To wydarzenie przez stulecia próbowano marginalizować w rosyjskiej historiografii imperialnej. A przecież był to jeden z największych kataklizmów w dziejach Moskwy — moment, w którym państwo moskiewskie zostało brutalnie upokorzone i zmuszone do konfrontacji z własną słabością.

MIASTO, KTÓRĘ MARZYŁO O IMPERIUM

Wyprawa krymska nie była przypadkowym najazdem. Była odpowiedzią na narastającą agresję Moskwy wobec sąsiadów i coraz bardziej imperialną politykę carstwa. Relacje między Chanat Krymski a państwem moskiewskim od lat ulegały gwałtownemu pogorszeniu. Moskwa łamała wcześniejsze porozumienia zawarte z dynastią Girejów, organizowała wyprawy przeciw ziemiom krymskim i coraz wyraźniej demonstrowała ambicje dominacji nad regionem.

Dodatkowym źródłem napięcia były roszczenia Moskwy do szczególnego statusu „trzeciego Rzymu” oraz budowania własnej imperialnej mitologii po uzyskaniu wątpliwej legitymizacji religijnej od patriarchatu konstantynopolitańskiego. W połowie XVI wieku konflikt przestał być już rywalizacją graniczną — stawał się wojną o wpływy i dominację we wschodniej Europie.

DZIEŃ, W KTÓRYM ZAPŁONĘŁA MOSKWA

Armia Dewleta I Gireja uderzyła błyskawicznie. Krymscy Tatarzy rozbili moskiewskie przedmieścia i doprowadzili do katastrofalnego pożaru. Drewniana zabudowa miasta okazała się śmiertelną pułapką. Ogień rozprzestrzeniał się tak szybko, że ogromna część miasta spłonęła praktycznie w ciągu jednego dnia.

Źródła historyczne opisują sceny masowej paniki, ucieczek i śmierci tysięcy mieszkańców. Setki ulic zostały zamienione w morze ognia. Tysiące ludzi trafiły do niewoli. Moskwa — która już wtedy budowała własny mit niezwyciężonego centrum „zbierania ziem ruskich” — została sprowadzona do roli bezbronnej ofiary.

Chan nie zdobył samego Kremla. Kamienne fortyfikacje pozostawały trudną do sforsowania przeszkodą, a celem wyprawy było przede wszystkim ukaranie przeciwnika, demonstracja siły i zdobycie łupów. Jednak polityczny i psychologiczny efekt tego uderzenia był gigantyczny. Moskwa otrzymała sygnał, że jej imperialne ambicje mogą zakończyć się katastrofą.

IMPERIUM, KTÓRE NIGDY NIE PORZUCIŁO SWOICH AMBICJI

Historia nie zna trybu przypuszczającego. Ale patrząc dziś na agresywną politykę współczesnej Rosja — na wojny przeciw sąsiadom, terror wobec ludności cywilnej, niszczenie ukraińskich miast i próbę odbudowy imperialnej strefy wpływów — trudno nie zadać pytania: co by było, gdyby tamten cios okazał się dla Moskwy ostateczny?

Być może Europa uniknęłaby kolejnych stuleci ekspansji moskiewskiego imperializmu. Być może nie doszłoby do rozbiorów, podbojów, deportacji narodów i niezliczonych zbrodni popełnianych pod sztandarem „zbierania ziem” i budowy imperium.

Dzieje Moskwy pokazują bowiem pewną niezmienną prawidłowość: każde ustępstwo wobec imperialnej agresji rodziło kolejną falę przemocy. Każda słabość sąsiadów była przez Kreml odczytywana jako zaproszenie do dalszej ekspansji.

Pożar Moskwy z 1571 roku pozostaje więc nie tylko historyczną ciekawostką. To również przypomnienie, że nawet najbardziej agresywne imperia nie są niezwyciężone — a pycha i żądza dominacji mogą obrócić się przeciwko tym, którzy próbują podporządkować sobie innych.

Włodzimierz Iszczuk